Tak zwany reportaż uczestniczący to jedna z ciekawszych form dziennikarskiej aktywności. Nie przypuszczaliśmy, że dzięki trosce odpowiednich decydentów przyjdzie nam uczestniczyć w życiowych dramatach rozgrywających się na placu budowy. O czym mowa, wiedzą ci, którzy mają – jak my – to szczęście, że zawodowo gnieżdżą się przy al. Niepodległości w budynku B, od strony ul. Kościuszki. Tamże rozpoczął się w uroczej jesienno-zimowej aurze remoncik, polegający na zerwaniu całej elewacji i wyrzuceniu wszystkich okien (podobno mają być wstawione nowe, ale w momencie pisania tych słów takiej pewności nie mamy…). Gdy na moment milkł ryk wiertarek udarowych i urządzeń do cięcia metalu, uszy karmione były stanowiącymi perły języka polskiego dialogami, dzięki którym stworzyliśmy wiekopomne dzieło „Dzień z życia redaktora”, którego niewielki fragment przedstawiamy poniżej:

- No, k…a, ruchy!
- Zdzichuuu, k…a!!!
[wrrrrrrr, łup, łup]
- K…a mać, nie wchodzi!
- Kamil, weź to, k…a, złącz, albo, k…a, zanieś mu, nie wiem.
[wrrrrrrr, bach]
- Uważaj, bo ścianę wyjeb..sz!
- Co mi tu, k…a, pierd…sz?!
- To, chodź, k…a, zobacz na podest, do ch..a pana!
- Normalnie ch.. mnie strzeli.
- Kamil, podkładki! No, k…a, ruchy tam!
- Ja pier…ę, k…a jeb..a, daj mi prąd!
[łups, łubudubu, bum, bach]
- O k…a, pojeb..o was?!!! Ja pier…ę! Ja tu stoję, a wy jeb….e z góry na dół, w ch..!
- No, k..a, sam mi wyleciał z ręki…