Fot: R. JAŁOSZYŃSKI

Historia z zegarem w sali sesyjnej Wielkopolskiego Urzędu Wojewódzkiego (gdzie co miesiąc obraduje sejmik) zaczyna się ciągnąć jak – nie przymierzając – tasiemcowa „Moda na sukces”.

Najpierw wisiał tam wyświetlacz elektroniczny, który zazwyczaj pokazywał mało dokładny czas. Po remoncie zapomniano powiesić jakiegokolwiek chronometru. Wyzwanie podjął przewodniczący sejmiku Lech Dymarski, który zafundował zegar na ścianę. Jak jednak donosiliśmy w tym miejscu kilkanaście miesięcy temu, problemem okazało się uzyskanie od wojewody zgody na umieszczenie takiego wyposażenia w należącej do niego sali. W końcu zegar zawisł i wydawało się, że już będzie normalnie…

Tymczasem, podczas sierpniowej sesji nadzwyczajnej sejmiku Lech Dymarski oświadczył: – Z ubolewaniem stwierdzam, że ze ściany zniknął zegar, za który swego czasu zapłaciłem 8 złotych w sklepie „wszystko po 4,50”. Ze względu na niską szkodliwość społeczną czynu nie powiadomimy o sprawie policji… Widać, dla kogoś zegar miał dużą wartość emocjonalną.

W to ostatnie jesteśmy w stanie uwierzyć, widząc na archiwalnym zdjęciu jaką dumą fakt pojawienia się czasomierza napawał sejmikowe prezydium!

Przewodniczący, niezrażony okolicznościami, zapowiedział, że uda się na zakupy w celu nabycia kolejnego zegara. Jednak, jak udało nam się dowiedzieć, czujność wykazała dyrekcja jednego z marszałkowskich departamentów i (czyżby licząc na większą przychylność wojewódzkich rajców?) przekazała chronometr do zawieszenia na ścianie sali sesyjnej.

Z niecierpliwością czekamy, jaki ciąg dalszy zegarowej historii dopisze życie.