O płci dużo się ostatnio u nas dyskutuje, postanowiliśmy więc temat ruszyć i my (choć nie w tym kontekście, co wszyscy…). Sprowokowały nas do tego trzy fakty: to, że ukazujemy się tym razem w walentynki; to, że wkrótce będzie Dzień Kobiet; to, że niedawno u nas pani zastąpiła pana w jednym z sejmikowych foteli.

No i właśnie stopniowi sfeminizowania wielkopolskiego sejmiku – na tle innych takich, za przeproszeniem, organów w Polsce – postanowiliśmy się przyjrzeć. Na trzydzieści dziewięć miejsc w naszym „regionalnym parlamencie” siedem zajmują panie (a do niedawna było ich tylko sześć). To, nie oszukujmy się, wynik raczej mizerny.

W liczbach bezwzględnych jesteśmy gdzieś w środku stawki, na miejscach 7-11 (najwięcej pań w sejmiku, dwadzieścia, ma Mazowsze; najmniej, po cztery, województwa podkarpackie i podlaskie). Przypomnijmy jednak, że sejmik sejmikowi nierówny (najmniejszy ma 30 radnych, największy – 51). Jeżeli zatem policzymy procentowy udział pań, to Wielkopolska (ex aequo z Małopolską po 17,94 proc.) plasuje się na miejscach 11-12 i zdecydowanie bliżej nam do końca (12,12 proc.) niż do czołówki tego peletonu.

Bliski ideału okazuje się sejmik łódzki. W mieście włókniarek jest niemal metafizycznie, jak u wieszcza (choć on akurat bardziej o dziadach pisał…), bowiem odsetek pań w sejmikowych ławach wynosi 44,44!

PS Chcielibyśmy się wytłumaczyć, że to żadna dyskryminacja czy, uchowaj Bóg, seksizm, iż daliśmy jako ilustrację zdjęcia pań. Po prostu – łatwiej pomieścić siedem fotek niż trzydzieści dwie, prawda? Większy tłok byłby, gdybyśmy na ten pomysł wpadli w poprzedniej kadencji sejmiku – na jej zakończenie było dziesięć pań radnych, a na początku – nawet jedenaście.