Rzecz zdarzyła się 14 listopada Roku Pańskiego 2007. Kończyło się posiedzenie klubu radnych PO przed nadzwyczajną sesją sejmiku. Nagle – konsternacja. Okazało się, że pod krzesłem, z którego wstała właśnie członek zarządu województwa Krystyna Poślednia, leży… mysz. W dodatku nieszczęsna przedstawicielka gatunku Mus musculus okazała się być zupełnie martwa. Utylizacją znaleziska bohatersko zajął się wezwany na pomoc pracownik Kancelarii Sejmiku Jan Hyjek. Pani marszałek zniosła wydarzenie bardzo dzielnie. Co więcej, sugerowała, by nie robić ze sprawy sensacji, bo przecież znacznie gorzej by było, gdyby ktoś podłożył świnię…
My jednak nie mogliśmy tego tak zostawić! Po wielodniowym dochodzeniu, podjętym przez najlepszych dziennikarzy śledczych „Monitora Wielkopolskiego”, udało się ustalić, co następuje:

1. Płynące z kręgów opozycyjnych zarzuty, że władza w województwie nie potrafi dostrzec, co leży i co może zacząć śmierdzieć, to – w świetle tragizmu zaistniałego zdarzenia – kolejny dowód na obniżenie poziomu dyskursu politycznego w naszym kraju.

2. Fakt, że obywatel Hyjek wiedział, za jaką część ciała chwycić denatkę i co z nią zrobić, nie oznacza, że musiał też wiedzieć, za jaką część ciała chwycić i w jaki sposób podrzucić rzeczoną mysz.

3. Twierdzenia, że mysz przyszła na posiedzenie klubu żywa, lecz to, co tam usłyszała, przyprawiło ją o zawał serca, są zwykłymi pomówieniami. Podobnie, jak sugestie, że zwierzę przed śmiercią skosztowało ciastek, którymi raczyli się radni.

4. Z faktu, że na feralne posiedzenie klubu PO bardzo spóźniony dotarł wicemarszałek Leszek Wojtasiak, nie należy wysnuwać zbyt daleko idących wniosków…

5. Fakt, że w posiedzeniu klubu brało udział po raz pierwszy czterech nowych radnych, nie ma nic do rzeczy. Cała czwórka zgodnie twierdzi, że mysz, zwłaszcza nie całkiem żywa,  jest ostatnią rzeczą, jaką chcieliby podrzucić klubowym kolegom.

6. Na podstawie faktu, że obecna podczas feralnego posiedzenia sekretarz klubu radnych PO Marta Janas w dwa tygodnie później zmieniła pracę, zostając asystentką w biurze posła Marka Zielińskiego (do niedawna – jak wiadomo – też członka klubu radnych PO), nie można postawić żadnych zarzutów. Zwłaszcza że posłów chroni immunitet.

7. Donikąd zaprowadził trop związany ze słyszanym niejednokrotnie przez wielu świadków charakterystycznym dzwonkiem telefonu radnej Marii Grabkowskiej z PO – melodią „Twisted Nerve” z pierwszej części filmu „Kill Bill”. Bo choć wielbiciele Quentina Tarantino doskonale wiedzą, po co szła do pogrążonej w śpiączce Czarnej Mamby vel Panny Młodej gwiżdżąca tę melodię była koleżanka z Plutonu Śmiercionośnych Żmij Elle Driver, to jednak, gdyby radna miała coś na sumieniu, nie pozwoliłaby, żeby dzwonek w jej komórce dzwonił w towarzystwie tak często.

8. Fakt, że po traumatycznym niewątpliwie przeżyciu Krystyna Poślednia udała się na pamiętający czasy caratu poligon w Rembertowie na kilkudniowe „szkolenie obronne kadr kierowniczych administracji publicznej”, nie oznacza, że pani marszałek przygotowuje się do następnych spotkań z myszami.

9. I rzecz najistotniejsza. Zeznania świadków złożone w krzyżowym ogniu pytań, jak i kwerenda w archiwach IPN oraz dokumentach historycznych sięgających czasów Popiela, prowadzą do jednoznacznego stwierdzenia, że istotnie mysz nie była świnią (choć jej zachowanie niektórzy tak potraktowali), co nakazuje umorzyć dalsze (dziennikarskie) śledztwo.

PS Zajrzeliśmy też do sennika i…
 „Mysz: znaczenie erotyczno-seksualne; także: sen ostrzegający przed nadmiernym wyczerpaniem organizmu.”
(za: sennik.org.pl)