W Gołuchowie
Historia zamku i „białego małżeństwa” arystokratów.
W powiecie pleszewskim jest zamek, który zwiedzającego przenosi w dawne wieki i poza Polskę. To zabytek będący jednym z oddziałów Muzeum Narodowego w Poznaniu, obiekt o wielce interesującej historii, a najsłynniejsza właścicielka i lokatorka tego miejsca była postacią o wyjątkowej osobowości i zasługach, choć rodem nie była Wielkopolanką.
Kupiony dla syna
Pierwszy zamek w Gołuchowie został wzniesiony w stylu renesansowym w latach 1550-1560 dla Rafała Leszczyńskiego, starosty radziejowskiego i wojewody brzesko-kujawskiego. Był to wtedy tradycyjny czworobok, z czterema ośmiobocznymi basztami na narożnikach. Potem budowla była modernizowana w kierunku manierystycznym, a w elewacji wejściowej dodano efektowną loggię. W 1695 roku Leszczyńscy sprzedali zamek Suszkom, a kolejnymi właścicielami obiektu byli Gurowscy, Chlebowscy, Swinarscy i Suchorzewscy. Z czasem budowla najzwyczajniej niszczała i w połowie XIX wieku nie przedstawiała się najlepiej. Wreszcie w 1856 roku posiadłość zakupił Tytus Działyński, z przeznaczeniem zamku na siedzibę dla syna Jana Kantego, który po zawarciu małżeństwa z Izabellą Czartoryską osiadł w Gołuchowie.
O specyfice związku osób z dwu znaczących rodów jeszcze powiemy. Teraz zwróćmy uwagę na gołuchowskie realia w okresie powstania styczniowego i w latach następnych. Jan Działyński uczestniczył w wydarzeniach lat 1863-1864, co zmusiło go do emigracji i aż do 1871 roku nie miał prawa powrotu do Gołuchowa w wyniku wydanego na niego wyroku. Izabella Działyńska, dla uniknięcia konfiskaty, formalnie kupiła majątek, a w rzeczywistości wyegzekwowała zastaw – czyli zamek w Gołuchowie, związany z pożyczkami udzielonymi Działyńskiemu przez Czartoryskich. Jako pełnoprawna właścicielka zamku w latach 1875-1885 przeprowadziła gruntowną przebudowę obiektu według szkiców słynnego francuskiego architekta Eugène Viollet-le-Duca i Polaka Zygmunta Gorgolewskiego. Jednak ostatecznym autorem projektu był Maurycy August Ouradou.
Na europejską modłę
Zamek w Gołuchowie zupełnie zmienił wygląd. Otwarto arkadowy dziedziniec, wprowadzono elementy renesansu i manieryzmu francuskiego, w środku umieszczono liczne kominki i elementy wyposażenia rezydencji z Włoch, Francji i Hiszpanii. Zamek stał się rezydencją romantyczną, co ciekawe – z zaakcentowaniem historii rodu Leszczyńskich. Nowe elementy architektoniczne jakby wtopiono w ogólną architekturę wnętrz, ale z dodaniem herbów i akcentów polskich. Jednak jak na budowlę nawiązującą do renesansu nie brakuje w nim też elementów starożytnych. W polski charakter obiektu wpisano wiele akcentów z innych krajów europejskich, zręcznie połączonych w harmonijną całość.
Izabella z Czartoryskich Działyńska znała swoją wartość i ceniła swe zasługi. Była przy tym świadoma obowiązków wobec narodu i zniewolonej ojczyzny. Właścicielka i główna gospodyni zamku uczyniła ze swej siedziby muzeum z cennymi zabytkami, rycinami, przykładami rzemiosła starożytności i okresu średniowiecza oraz słynną kolekcją antycznych waz. Cały ten skarbiec otoczony był fachową opieką przez kustosza – i prezentowany w wydawanych za granicą katalogach. Troszczyła się o zebrane dobra, z czasem zresztą uczyniła w zamku ogólnodostępne muzeum, sama zaś zamieszkała w oficynie – dawnej gorzelni. Lubiła podkreślać swoją pozycję; znane są zdjęcia majestatycznej hrabiny – matrony na tle stylowych drzwi zamku. Po śmierci w Mentonie 18 marca 1899 roku spoczęła w Gołuchowie, w mauzoleum – kaplicy grobowej w przyzamkowym parku. A ów park jest obiektem o dużych walorach przyrodniczych.
Działyńska w liście do ojca napisała, że „Gołuchów wygląda jak siedziba niedużej kasztelanii po ataku i złupieniu”
Po śmierci Izabelli Działyńskiej majątek został przekształcony w ordynację i w rękach Czartoryskich pozostawał aż do 1939 roku. W czasie wojny zamek został częściowo zrujnowany, a zbiory rozproszone. Wreszcie w 1951 roku umieszczono tam oddział Muzeum Narodowego w Poznaniu i odtąd stopniowo ów cenny obiekt odradzał się, choć część zbiorów już nie wróciła do Gołuchowa; wiele wskazuje na to, że niektóre wazy pozostały w Muzeum Narodowym w Warszawie. Jednak specyfika i urok tego miejsca sprawiły, że zamek w Gołuchowie chętnie był i jest wykorzystywany jako przestrzeń do realizacji filmów historycznych, m.in. serialu „Królowa Bona”. Dodajmy, że w 2016 roku zamek gołuchowski został zakupiony od Fundacji Książąt Czartoryskich przez Skarb Państwa.
Kompleks Działyńskiego
Wokół mariażu Jana Działyńskiego z Izabellą (w rzeczywistości Elżbietą) Czartoryską panowała specyficzna otoczka. Ród Działyńskich, obok wielkich zasług dla narodu i regionu, charakteryzowały snobizm i kompleks pochodzenia. Ta cecha była szczególnie wyraźnie widoczna w postawie słynnego hrabiego Tytusa Działyńskiego, który w wyniku usilnych starań poślubił Gryzeldę Celestynę Zamoyską, córkę sławnego rodu magnackiego. Małżeństwo było udane, a owocem związku było pięć córek i jedyny syn Jan – dziedzic fortuny i nadzieja ojca na kontynuację nazwiska. Z czasem ojciec postanowił wydać syna za pannę ze znakomitej rodziny dla kontynuacji rodu i zapewnienia chwały rodzinie. Wybór hrabiego Tytusa padł na Elżbietę Czartoryską, jedyną córkę księcia Adama Jerzego Czartoryskiego.
Wybór seniora rodu Działyńskich nie był najszczęśliwszy, gdyż obydwoje młodzi skrajnie różnili się charakterami, zainteresowaniami, zupełnie do siebie nie pasowali i plany hrabiego Tytusa przyjęli co najmniej z mieszanymi uczuciami. Narzeczona protestowała, nawet groziła wstąpieniem do klasztoru i odwlekała ślub przez niemal dwa lata. Jan, zaangażowany uczuciowo w inną pannę, też nie pałał entuzjazmem do pomysłu ojca i przyjmował jego plany z ponurą rezygnacją. Książę Adam również nie był zachwycony planem wydania jedynaczki za stojącego niżej w hierarchii arystokratycznej hrabiego z Wielkopolski.
Wreszcie w 1857 roku doszło jednak do mariażu i pani Elżbieta wyjechała z mężem do Poznania, a potem do Gołuchowa. Dla obydwojga była to wyprawa na daleką prowincję, która dla młodej żony, przyzwyczajonej do atmosfery i rozmachu Paryża, stała się swoistym zesłaniem. A nie było łatwo, skoro pani Działyńska w liście do ojca napisała, że „Gołuchów wygląda jak siedziba niedużej kasztelanii po ataku i złupieniu”. Pani Elżbieta – Izabella rekompensowała sobie to „zesłanie” sprawami związanymi z przebudową siedziby i przede wszystkim kolekcjonowaniem dzieł sztuki, połączonym ze stałym kontaktem z francuskimi (zwłaszcza) marszandami. Równocześnie jednak młodzi (podobno z inicjatywy pani) podjęli decyzję, która przekreśliła nadzieje hrabiego Tytusa: małżeństwo było białe i o kontynuacji rodu Działyńskich nie było mowy. Obydwoje państwo poszli własnymi ścieżkami, choć w niektórych sprawach współpracowali.
Snobizm z korzyścią
Pani Elżbieta z Czartoryskich Działyńska kroczyła swoją drogą, była nieporównywalnie lepiej sytuowana niż jej mąż. Dumna charakterem, wyniosła, chętnie akcentująca swoje książęce pochodzenie, na co dzień też nie znajdowała wspólnego języka z małżonkiem, pomimo zbliżonych poglądów patriotycznych. Pani domu, szczególnie w sprawach finansowych, była rzeczowa i konkretna. Młodzi nie mieli wspólnej kasy, a pożyczka, którą Jan Działyński w czasie powstania styczniowego zaciągnął na cele narodowe, musiała być zwrócona…
Dla sprawiedliwości można dodać, że działania te nie spotykały się z niechęcią ze strony pana domu, który nie miał głowy do interesów i sprawy pasjonujące panią Izabellę nie zanadto go interesowały. Ale nie przeszkadzali sobie wzajemnie, nie wchodzili w drogę – i tak było najwygodniej dla nich obojga. Dopiero pod koniec życia Jana Działyńskiego (1880) małżonkowie duchem zbliżyli się do siebie i w niektórych sprawach zaczęli współpracować – zwłaszcza w pasji kolekcjonerskiej i przebudowie gołuchowskiej siedziby, choć więzi uczuciowej między nimi nigdy nie było.
Taki był ówcześnie splot ambicji i snobizmu, który jednak przy dobrej woli obydwu stron przyniósł wyraźne korzyści dla kultury narodowej i regionu.
Autor: MAREK REZLER