Żeby świat był mądrzejszy
Bardzo jest pan rozczarowany 2025 rokiem?
– Nie… Był bardzo bogaty w najróżniejsze, często pozytywne, wydarzenia. Oczywiście, wciąż jesteśmy zaniepokojeni sytuacją międzynarodową. To negatywnie wpływa na nastroje chyba każdego z nas, ale musimy nauczyć się z tym żyć. Dla mnie w 2025 roku ważne było rozpoczęcie nowej kadencji w Europejskim Komitecie Regionów, z potwierdzeniem mojej pozycji wśród koleżanek i kolegów samorządowców poprzez ponowny wybór na przewodniczącego polskiej delegacji. Biorąc pod uwagę, kto jest w składzie tej delegacji…
…m.in. prezes Związku Województw RP, znani prezydenci Warszawy, Gdańska czy Łodzi…
– …jest to dowodem uznania dla mojej dotychczasowej pracy. To był czas ważnej polskiej prezydencji w UE, z kluczowym dla nas wydarzeniem, jakim był Kongres Odnowy i Rozwoju Wsi w Poznaniu. Możemy być zadowoleni z olimpiady młodzieży w sportach letnich, której byliśmy organizatorem. Nasze kontakty z partnerami z Niemiec i Francji zostały potwierdzone jako owocne i perspektywiczne. Wielkopolska pokazała się też z dobrej strony podczas tygodniowej obecności na Expo w Osace.
Pytam o to rozczarowanie, bo gdy sięgnąłem do naszej rozmowy sprzed roku, to w 2025: liczył pan na zwycięstwo Rafała Trzaskowskiego w wyborach, oczekiwał przywrócenia województwom władztwa nad funduszami ochrony środowiska i ośrodkami doradztwa rolniczego, stawiał za cel „wyraźnie usprawnienie procesów inwestycyjnych” w województwie, żeby nie trzeba przesuwać środków na kolejne lata…
– Rzeczywiście, wybory prezydenckie przyniosły trudne do zaakceptowania rozstrzygnięcie. Demokracja ma jednak swoje prawa i nie zawsze ten, kogo uważamy za najlepszego kandydata, wygrywa. A ja uważałem Rafała Trzaskowskiego za najlepszego kandydata, biorąc pod uwagę jego doskonałe przygotowanie do pełnienia funkcji prezydenta kraju, jego wiedzę, doświadczenie, międzynarodowe obycie.
Jaka jest pańska diagnoza tego rezultatu?
– Bez wątpienia kampania Rafała Trzaskowskiego nie była optymalna. Współkandydujący koalicjanci niestety zrobili wiele, żeby osłabić lidera strony demokratycznej. Widać też, że spora część elektoratu nie akceptuje przedstawiciela warszawskiej elity, wielu osobom bliższy jest tzw. zwykły człowiek, a z kolei elektorat liberalny jest bardzo kapryśny.
Krytycznie oceniam ten mało humanistyczny sposób myślenia o świecie, który odrzuca dialog, a preferuje konfrontację i założenie, że silny ma zawsze rację, bo… jest silny
Przy diagnozach będąc – dlaczego tak rośnie ostatnio Konfederacji i Braunowi?
– Bez wątpienia na świecie mocno odezwały się żywioły o charakterze skrajnie konserwatywnym, a w przypadku Polski – też mocno nacjonalistycznym. One mają dość silne wsparcie ze strony prezydenta USA i jego otoczenia. Krótko mówiąc: wiatr wieje w żagle takich ugrupowań. Jest również odczuwalne w Europie – i chyba też w Ameryce – pewne zmęczenie demokracją liberalną, z jej długością podejmowania decyzji, koniecznością zawierania kompromisów, ucieraniem stanowisk. Niektórym podoba się, że ktoś silną ręką wskazuje „proste” rozwiązania, bo to zwalnia z myślenia. Do tego u nas coraz więcej młodszych osób nie ma tej pamięci historycznej, do której my się odwołujemy, wiedząc, jak wiele w Polsce się poprawiło przez ostatnie 35 lat.
To, w pewnym sensie, jesteśmy w tych trendach „światowi”.
– Niestety, tak. Mówię „niestety”, bo bardzo krytycznie oceniam ten mało humanistyczny sposób myślenia o świecie, który odrzuca dialog, a preferuje konfrontację i założenie, że silny ma zawsze rację, bo… jest silny.
Wróćmy do tych niespełnionych w 2025 roku nadziei…
– Cały czas oczekuję na refleksję ze strony rządu, żeby nam, jako województwom, oddano te kompetencje, których nas pozbawił poprzedni układ polityczny. Nie widać jednak w tej mierze entuzjazmu po stronie rządzonych przez naszych koalicjantów resortów rolnictwa i ochrony środowiska, nie jestem więc tu zbytnim optymistą.
A opóźnienia naszych samorządowych inwestycji?
– To nasza pięta achillesowa, dlatego poprawę w tej kwestii uważam za kluczową. Już zapowiedziałem bieżące monitorowanie przez skarbnika województwa i przeze mnie tych komórek urzędu i podległych instytucji, które prowadzą inwestycje. Pewne rzeczy są niezależne od nas, ale chodzi o odpowiednie wychwytywanie tych problemów, przy których jakoś możemy pomóc, by te procesy przyspieszyć.
Żeby przejść płynnie z roku 2025 do 2026, przywołajmy kwestię, która łączy oba te lata. Mam na myśli prace nad kształtem nowego wieloletniego budżetu UE, a szczególnie będącej jego częścią polityki spójności. Przypomnijmy, co z proponowanych zmian jest – z punktu widzenia regionalnego samorządu – najbardziej niepokojące?
– Trwają intensywne zabiegi, żeby zmodyfikować pierwotne propozycje Komisji Europejskiej. W Komitecie Regionów panuje w tej mierze w zasadzie jednomyślność, mamy też silne poparcie ze strony Parlamentu Europejskiego. Komisja chciałaby uprościć unijny budżet, wprowadzając znacznie mniej programów w miejsce obecnych kilkuset. W skrajnym przypadku miałoby to być 27 krajowych programów, w których mieściłoby się wszystko. Z tym nie bardzo się zgadzamy, bo wszystkie sznurki co do podziału funduszy byłyby w rękach rządów krajowych, a tu są różne doświadczenia… Przy całej świadomości, że mamy tyle samo pieniędzy, a więcej zadań (bo dochodzą kwestie dotyczące obronności, migracji, konkurencyjności europejskiej gospodarki), to jednak dotychczasowy trójkąt regiony – rządy – Bruksela sprawdzał się w wydatkowaniu funduszy, bo był gwarantem, że na żadne kluczowe obszary wsparcia nie zabraknie.
Właściwie przy dyskusjach przed każdą kolejną unijną „siedmiolatką” pojawiają się lamenty, że chcą nam skasować albo mocno przyciąć kluczową dla nas politykę spójności, a potem jakoś to się jednak układa. Czy teraz nie będzie tak samo?
– Ogólna kwota raczej zostanie uszczuplona, biorąc pod uwagę okoliczności, o których mowa powyżej. Na pewno jednak środki na rozwój regionalny będą dostępne w unijnym budżecie. Oczywiście, dla Wielkopolski – ponieważ nasze wskaźniki makroekonomiczne wciąż dynamicznie rosną – tak czy inaczej tego tortu będzie coraz mniej.
Nie obawiam się deficytu. Jeśli inwestuje się na taką skalę, siłą rzeczy robi się to z kredytu
Ale całkiem od „unijnych słodyczy” nie zostaniemy odstawieni?
– Nie, bo w Europie jest powszechna opinia, że nie może znaczna część regionów (tych zamożniejszych) zostać zupełnie pominięta w podziale środków z polityki spójności.
Będąc przy wątku ogólnoeuropejskim czy nawet ogólnoświatowym – czy czuje pan, że zbliża się zakończenie wojny w Ukrainie?
– Niestety, nie. Rosja, z gospodarką przestawioną na tryb militarny, jest bardzo zdeterminowana, żeby ciągnąć tę wojnę tak długo, jak się da. Historia pokazuje, że imperialna Rosja jest krajem, który karmi się wojną, podbojem terytorialnym. Wojna dla kolejnych jej władców nie jest problemem, a raczej powodem do dumy. Nie spodziewam się tu szybkiego przełomu, trwać będzie walka na wyniszczenie, co niestety jest bardzo niekorzystne dla Ukrainy. Chyba że Rosja wpadnie w poważny kryzys gospodarczy lub nastąpi jakiś nieoczekiwany akt polityczny…
Przechodząc do samorządowego podwórka – właśnie ogłoszono, że ze środków unijnych w naszym programie regionalnym będziemy budować nie tylko drogi czy oczyszczalnie ścieków, ale też… schrony.
– Może nie schrony, ale elementy zwiększające odporność społeczną. Stosujemy mechanizm zakładający podwójne wykorzystanie tworzonych składników infrastruktury. Na przykład kupowane pociągi mają służyć codziennym podróżom, ale mogą być też zastosowane do masowej ewakuacji. Odpowiednio wyposażony parking podziemny może spełniać funkcję miejsca doraźnego schronienia. Część budowanych dróg w razie zagrożenia powinna służyć celom obronnym. Generalnie mamy taki czas, że na nowo powstające obiekty powinniśmy patrzeć pod kątem możliwości ich podwójnego wykorzystania.
A jakie są inne najważniejsze wyzwania samorządu województwa na najbliższe kilkanaście miesięcy?
– Kluczowe będzie zachowanie w dobrej kondycji opieki zdrowotnej. Wiadomo, że nie mamy wpływu na bieżące finansowanie procedur medycznych i ewentualne opóźnienia w płatnościach (choć i tak nasze szpitale, poza nielicznymi wyjątkami, są w stabilnej sytuacji ekonomicznej), naszą rolą jest wyposażanie jednostek w nowoczesny sprzęt oraz ewentualna rozbudowa czy remonty infrastruktury. I to będzie w tym roku ogromny wydatek, rzędu 500 milionów złotych. Drugi obszar naszej aktywności, w którym są największe oczekiwania społeczne, to rozwój oferty komunikacyjnej, w szczególności przewozów kolejowych. Zwracam też uwagę na silny element partnerstwa z naszej strony – na różne dziedziny współpracy z samorządami i NGO-sami rozdysponujemy w tym roku ponad 100 milionów złotych. Za niezwykle istotny uważam też obszar polityki społecznej, z licznymi programami kierowanymi przez nas czy to do seniorów, czy różnych grup wymagających wsparcia.
Niektórych może szokować, że województwo zamierza się zadłużyć w tym roku na prawie miliard złotych! Gdy zostawał pan marszałkiem, cały budżet regionu był mniejszy niż planowany na 2026 rok deficyt…
– Nie obawiam się tego deficytu. Po pierwsze, mamy zabezpieczenie w postaci dobrych warunków pożyczki z Europejskiego Banku Inwestycyjnego. Po drugie, jako region wciąż się rozwijamy, zwiększając nasze dochody. Po trzecie, jesteśmy wśród najmniej zadłużonych województw i mamy bezpieczny bufor dozwolonego deficytu. Jeśli inwestuje się na taką skalę, siłą rzeczy robi się to z kredytu. Gdyby opierać się tylko na dochodach, byłoby tego dużo mniej lub realizowano by to znacznie wolniej. Przyjdzie moment, gdy więcej pieniędzy trzeba będzie przeznaczać na spłatę długów, ale wtedy też już wiele potrzeb inwestycyjnych będzie zaspokojonych.
Na naszych łamach przed miesiącem wspólnie z przewodniczącą sejmiku życzył pan czytelnikom na 2026 rok m.in. „nadziei na to, że uda się zrealizować marzenia”. Jakie są te pańskie?
– Ostatnie lata były nadzwyczaj niespokojne, więc pierwsze marzenie dotyczy możliwości pokojowego współistnienia w Polsce i w Europie. A poza tym – ja zawsze marzę, żeby świat był nieco bardziej racjonalny i trochę mądrzejszy, niż jest. Życzyłbym sobie, by było więcej mądrości, a mniej emocjonalności i powierzchowności w postrzeganiu tego, co wokół nas.
Autor: ARTUR BOIŃSKI