co za historia

Zwycięski rozejm w Trewirze

Głównodowodzący sił Ententy, marszałek Ferdinand Foch.

W skomplikowanej sytuacji geopolitycznej należało działać umiejętnie, by 105 lat temu doprowadzić do formalnego zakończenia walk na froncie powstańczym w Wielkopolsce.

Czy rozejm może być zwycięski? Może, gdy decyduje o sukcesie walczącej strony – tak jak 16 lutego 1919 roku, gdy formalnie zakończono w ten sposób okres walk na froncie powstańczym w Wielkopolsce. Ale droga do tego była długa i niełatwa...

O Powstaniu Wielkopolskim najczęściej myślimy jako o wydarzeniu bardzo dynamicznym. Pasjonują nas walki w Poznaniu, i na poszczególnych frontach, analizujemy postawy i działania osób uczestniczących w insurekcji. Szczególnie bliskie są nam walki powstańcze prowadzone w naszej miejscowości i w najbliższej okolicy. Wielkopolskie wydarzenia z lat 1918-1919 miały bardzo zróżnicowane i skomplikowane tło polityczne, a nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę.

Dwa czynniki

Zwycięskie powstanie w Wielkopolsce było możliwe tylko w przypadku równoczesnego wystąpienia dwóch czynników: osłabienia Niemiec i uzyskania pomocy z zewnątrz – militarnej i dyplomatycznej. Jeszcze w 1914 roku nic nie wskazywało na załamanie potęgi cesarstwa Hohenzollernów, ale w miarę niepowodzeń na frontach aktywizowały się polskie środowiska niepodległościowe na ziemiach zaboru pruskiego, apogeum zaś tych działań (politycznych i konspiracyjno-wojskowych) nastąpiło w ostatnich miesiącach 1918 roku.

Z kolei działający w tym czasie Polski Komitet Narodowy w Paryżu w rzeczywistości spełniał funkcję reprezentacji władz właśnie odradzającej się Rzeczypospolitej. Paryż, Warszawa i Poznań były ośrodkami decydującymi o politycznej postawie działaczy polskich w zaborze pruskim. Ale los odradzającej się Polski i status ziem polskich zaboru pruskiego w rzeczywistości zależały od planów i decyzji zwycięskiej koalicji. Nie zapominajmy, że aż do podpisania traktatu pokojowego 28 czerwca 1919 roku, ziemie zaboru pruskiego – w myśl prawa międzynarodowego – wciąż były częścią Niemiec. Zatem wszystko, co działo się na terenie Wielkopolski i Pomorza Środkowego, wymagało dostosowania do realiów prawa międzynarodowego – mimo że Niemcy były państwem pokonanym. Ta zasada dotyczyła także Górnego Śląska, już od pierwszej połowy XVIII wieku pozostającego poza granicami Polski. Nie można więc go było uznawać za ziemie polskie zaboru pruskiego.

W tej sytuacji zrozumiała jest postawa Ignacego Jana Paderewskiego, przebywającego pod koniec grudnia 1918 roku w Poznaniu, dla którego (mimo patriotycznej postawy artysty) łączenie jego osoby z wybuchem powstania było bardzo niezręczne dyplomatycznie. Reprezentował już rząd warszawski, zatem takie skojarzenie mogło doprowadzić do oskarżenia władz polskich o wtrącanie się w wewnętrzne sprawy Niemiec, co z kolei pogorszyłoby sytuację Polski na arenie politycznej.

Wyczucie realiów

Na tym tle sytuacja polityczna Wielkopolski wymagała od polskich polityków umiejętnego działania, pertraktowania, a nawet lawirowania. Nie z kunktatorstwa czy tchórzostwa, lecz z potrzeby wyczucia realiów politycznych.

Nie zapominajmy, że w Europie po zakończeniu I wojny światowej było tylko jedno państwo, któremu zależało na odrodzeniu Polski. Była to Francja. Nie wynikało to bynajmniej z sentymentu do naszego kraju, lecz z powodów praktycznych. Kraj ten poniósł w czasie wojny kolosalne straty ludnościowe, zatem właśnie Francji najbardziej zależało na odrodzeniu Polski jako państwa, które w przyszłości, w razie potrzeby, mogło wejść w skład koalicji przeciwko Niemcom, gdyby w Berlinie pojawiły się tendencje do rewanżu. Stąd władze francuskie konsekwentnie reprezentowały interes Polski. Późną jesienią 1918 roku sprawa polska na konferencji pokojowej zeszła na drugi plan. Z Paryża zaczęły więc do Wielkopolski płynąć nieoficjalne sygnały, że przydałoby się mocniejsze zaakcentowanie naszych aspiracji. Polakom nie trzeba było dwa razy powtarzać…

Sytuacja polityczna Wielkopolski wymagała od polskich polityków umiejętnego działania, pertraktowania, nawet lawirowania. Nie z kunktatorstwa czy tchórzostwa, lecz z potrzeby wyczucia realiów politycznych

Na przełomie lat 1918 i 1919 większość obszaru Wielkopolski była już w rękach polskich. Były polska władza i polski rząd regionalny (Naczelna Rada Ludowa). A w tym dziele swój udział miały inne czynniki, które w utrwaleniu sukcesu odegrały znaczną rolę. Przede wszystkim rząd warszawski, który od jesieni 1918 roku doskonale był zorientowany w realiach wielkopolskich, popierał poczynania niepodległościowe Wielkopolan, ale nie mógł oficjalnie tego zaangażowania ujawniać. Nieprzypadkowo (także z przyczyn ściśle praktycznych) wszyscy kolejni naczelni dowódcy wojsk wielkopolskich i szefowie ich sztabów wywodzili się z Polski centralnej. Potem, w czasie wyborów do Sejmu Ustawodawczego, obszar wyzwolonej Wielkopolski, ryzykownie w realiach prawa międzynarodowego, został włączony w teren całej Polski. Aż do podpisania traktatu pokojowego trzeba było podejmować te kwestie umiejętnie i bardzo ostrożnie.

Idealny moment

Powstanie Wielkopolskie wybuchło w idealnym momencie, gdy armia niemiecka (przynajmniej ta na froncie zachodnim) była w rozsypce, a kraj pogrążył się w niepokoju. Miesiąc wcześniej powstanie zakończyłoby się najpewniej klęską.

Niestety z czasem, tydzień po tygodniu, sytuacja Wielkopolski się pogarszała. Wojsko niemieckie stłumiło rewolucję i umocniło się wewnętrznie. Nie wytrzymałoby kolejnej ofensywy prowadzonej na frontach, w razie wznowienia działań wojennych, ale stłumienie powstania w Wielkopolsce nie wymagałoby większego wysiłku. Potrzebna więc była interwencja z zewnątrz – zwłaszcza że, jak wspomniano, Warszawa wciąż nie mogła tu interweniować zbrojnie. Niemcy wiosną zamierzali rozpocząć wielką ofensywę na wschodzie, która miała wymusić na zmęczonych wojną państwach Ententy pertraktowanie łagodniejszych warunków pokoju. Przygotowana była wielka ofensywa (z Pomorza Zachodniego i Dolnego Śląska), która miała zmiażdżyć odradzającą się Polskę. Tego najazdu nie bylibyśmy w stanie zatrzymać. I tu wkroczył głównodowodzący sił Ententy, marszałek Ferdinand Foch.

Zakończenie I wojny światowej zwykliśmy kojarzyć z rozejmem w Compiègne, a potem z paryskim traktatem pokojowym. Ale rozejm z 11 listopada 1918 roku został zawarty na określony czas; dopiero dalszy rozwój sytuacji sprawił, że był to rzeczywisty koniec walk na froncie zachodnim. Rozejm z Compiègne był potem przedłużany jeszcze trzykrotnie: do 17 grudnia 1918 roku, do 17 stycznia 1919 roku, a 16 stycznia – do 17 lutego. Nadchodziła więc pora kolejnej prolongaty rozejmu, zwłaszcza że sytuacja na froncie temu sprzyjała. Pogarszała się sytuacja sił powstańczych w Wielkopolsce, pojawiały się też naciski Komisariatu Naczelnej Rady Ludowej na potrzebę obecności polskiej delegacji na konferencji pokojowej, by kolejny rozejm dotyczył także Wielkopolski.

W porozumieniu z Trewiru napisano, że „Niemcy muszą niezwłocznie zaprzestać wszelkich działań ofensywnych przeciwko Polakom w Poznańskim i we wszystkich innych okręgach”. Próba działań ofensywnych ze strony Niemców byłaby traktowana jako złamanie warunków rozejmu. Powstanie w regionie i jego osiągnięcia zostały uratowane

Warunki marszałka Focha

Między 14 i 16 lutego 1919 roku w wagonie kolejowym marszałka Focha, na dworcu kolejowym w Trewirze, odbyły się pertraktacje między stroną aliancką i niemiecką, reprezentowaną przez Matthiasa Erzbergera, ministra odpowiedzialnego za sprawę zawieszenia broni w rządzie F. Eberta i F. Scheidemanna. Ostatecznie rozejm został przedłużony, a na żądanie marszałka Focha dołączono punkt ustalający przerwanie działań wojennych w Poznańskiem i ustalono linię demarkacyjną, której wojskom niemieckim nie wolno było przekroczyć. Ferdinand Foch postawił Niemcom warunek, że front wielkopolski zostaje uznany za front aliancki, a armia walcząca w Wielkopolsce za armię sojuszniczą. W porozumieniu napisano, że „Niemcy muszą niezwłocznie zaprzestać wszelkich działań ofensywnych przeciwko Polakom w Poznańskim i we wszystkich innych okręgach”. Próba działań ofensywnych ze strony Niemców byłaby traktowana jako złamanie warunków rozejmu. Powstanie w regionie i jego osiągnięcia zostały uratowane. Umocniono też pozycję działającej już w Polsce Misji Międzysojuszniczej.

Niestety, nie ustalono precyzyjnie momentu wejścia porozumienia w życie, co sprawiło, że aż do czasu podpisania traktatu pokojowego na froncie w Wielkopolsce wciąż dochodziło do prowokacji i walk. Bilans ofiar śmiertelnych tych starć urósł do liczby 121 poległych po stronie polskiej. Jednak rozejm zawarty 16 lutego 1919 roku w Trewirze był dla nas jak najbardziej zwycięski.

Autor: MAREK REZLER

BIEŻĄCE WYDANIE

Luty 2024