O marynarzach w Powstaniu Wlkp.
Co wspólnego mieli ludzie morza z naszą insurekcją z lat 1918-1919?
Czy marynarze mogli mieć coś wspólnego z Wielkopolską?
Mieli, jak najbardziej. W swoich charakterystycznych mundurach uczestniczyli w Powstaniu Wielkopolskim i choć na tle kolegów z innych formacji bardzo się wyróżniali, nie budzili sensacji. Byli powołani do armii niemieckiej i nie od nich zależał przydział do formacji. Później powrócili w rodzinne strony, wzięli udział w konspiracji niepodległościowej i w walkach powstańczych. To, co ich jednak szczególnie wyróżniało wśród powstańców, to etos broni i silna więź w ramach formacji, a także poczucie wyjątkowości na tle żołnierzy innych broni, niepokorność. Stanowili zespół żołnierzy doskonałych w boju, znakomicie wyszkolonych, sprawnych fizycznie, umiejących posługiwać się różną bronią, choć niekiedy mających trudności z dyscypliną. Reasumując – idealni do prowadzenia walk powstańczych.
W realiach Powstania Wielkopolskiego, gdy ich właściwa specjalność nie była przydatna, bardzo wyróżniali się na tle kolegów z innych oddziałów nie tylko charakterystycznymi mundurami, ale też poczuciem jedności i koleżeństwa.
Kawiarnia Zielona
Początkowo, po wybuchu rewolucji w Niemczech, marynarze przybywali do Poznania, podobnie jak żołnierze pozostałych broni i specjalności. Chodzili po ulicach, przesiadywali w kawiarniach i w różnych lokalach w mieście aż do dnia 5 grudnia 1918 roku, gdy w kawiarni Zielonej przy ulicy Wrocławskiej postanowili utworzyć 4. kompanię Służby Straży i Bezpieczeństwa. Na czele oddziału stanął bosman (sierżant) Adam Białoszyński – dezerter z armii niemieckiej, współpracujący z Mieczysławem Paluchem i Polską Organizacją Wojskową Zaboru Pruskiego.
Była to kontynuacja pracy organizacyjnej, jaką energiczny podoficer prowadził już wcześniej, starając się zagospodarować przybywających do stolicy Wielkopolski marynarzy – Polaków. Starano się też zabezpieczać magazyny wojskowe przed rozkradaniem ich zawartości i wywiezieniem jej z miasta. Przy okazji patrolowano perony dworca kolejowego, angażując do działań konspiracyjnych kolegów w granatowych mundurach, którzy czekali na pociągi mające ich zawieźć w rodzinne strony. Wśród konspiratorów Białoszyńskiego szczególnie aktywni byli marynarze: Franciszek Kozłowski z Zalesia, Ignacy Maciejewski z Poznania, Franciszek Musiał ze wsi Roszczki (obecnie Bytyń w powiecie szamotulskim) i Teofil Woderski z Buku. Z czasem 4. kompania marynarzy stała się jedną z ośmiu kompanii wchodzących w skład sformowanego całkowicie legalnie ochotniczego Batalionu Służby Straży i Bezpieczeństwa w Poznaniu. Liczyła około 150 ludzi, których zadaniem było zajmowanie się działaniami porządkowymi na obszarze miasta.
W eskorcie mistrza
W dniu 26 grudnia 1918 roku marynarze Adama Białoszyńskiego byli widoczni w eskorcie honorowej towarzyszącej Ignacemu Janowi Paderewskiemu. Ich obecność upamiętnił Leon Prauziński w znanych obrazach przedstawiających pierwsze dni powstania i na kartach książki „W marszu i w bitwie”.
Następnego dnia, po wybuchu powstania, marynarze Białoszyńskiego zdobyli koszary 47. pułku piechoty na Jeżycach, ale próba zdobycia sąsiednich koszar 6. pułku grenadierów już się nie powiodła. Ujawniły się wtedy braki wyszkolenia marynarzy w walkach ulicznych, niełatwych nawet dla żołnierzy piechoty. Zajęto jednak Fort VII i Dworzec Główny, a 6 stycznia 1919 roku marynarze Białoszyńskiego byli zaangażowani w akcji zdobycia stacji lotniczej w Ławicy. Wcześniej zajęli i zabezpieczyli przed grabieżą forteczne magazyny ze sprzętem wojskowym, umundurowaniem i żywnością o wartości około 25 mln marek niemieckich. W tę broń i inne zdobyte zapasy wyposażono potem formujące się kolejne kompanie powstańcze. Marynarze pod komendą Białoszyńskiego rozbrajali nadchodzące nocą z 27 na 28 grudnia z pomocą niemieckiemu garnizonowi w Poznaniu pociągi, w których przyjeżdżało wojsko z Leszna, a później z Krzyża.
Stanowili zespół żołnierzy doskonałych w boju, znakomicie wyszkolonych, sprawnych fizycznie, umiejących posługiwać się różną bronią, choć niekiedy mających trudności z dyscypliną
Od tej chwili bojowa epopeja marynarzy-powstańców była związana z walkami na froncie północnym powstania. Licząca już wtedy 300, potem 500 żołnierzy kompania Białoszyńskiego, jako oddział piechoty, wzięła udział w walkach pod Szubinem, Łabiszynem, Żninem, Rynarzewem (zginęło tam 13 żołnierzy oddziału), Zbąszyniem, Wolsztynem, Kopanicą i Samoklęskami. We wspomnieniach powstańczych z tego czasu często podkreślano udział marynarzy w walkach, a bywało, że wilk morski w swoim mundurze, konno, stał na czele oddziału piechoty.
Gniezno, Strzelno, Jaraczewo
Innym znanym marynarzem-powstańcem był bosman Mariusz Wachtel, członek gnieźnieńskiego Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”, który po wybuchu powstania w Poznaniu, już 28 grudnia 1918 roku wyjechał do Gniezna z zamiarem uaktywnienia działań powstańczych w tym mieście. Następnego dnia dowodził on akcją zajęcia miejscowych koszar dragonów. Później był polskim dowódcą tych koszar i pomagał porucznikowi Edwardowi Grabskiemu w formowaniu w Gnieźnie polskiego pułku ułanów. Pod koniec stycznia 1919 roku Wachtel wyruszył na front, na czele plutonu powstańczego; wkrótce został dowódcą 4. kompanii gnieźnieńskiej, wchodzącej w skład 4. Pułku Strzelców Wielkopolskich. Poległ 16 lutego 1919 roku pod Rynarzewem, w czasie akcji zdobycia niemieckiego pociągu pancernego.
W podobnych okolicznościach, choć nie zakończonych tragicznie, 6 stycznia zasłużył się w Strzelnie inny marynarz, Henryk Kaczmarek. Zdobyto wtedy niemiecki pociąg z amunicją.
Kolejnym marynarzem-powstańcem był Władysław Nowaczyk z Jaraczewa, późniejszy współorganizator Rady Żołnierskiej w rodzinnym mieście. Podobnie jak M. Wachtel, nie przeżył, zmarł z ran odniesionych 22 stycznia 1919 r.
Żołnierz i konspirant
Popowstańcze losy Adama Białoszyńskiego też były niespokojne. Po wyleczeniu z ran odniesionych pod Rynarzewem, uczestniczył w wojnie polsko-bolszewickiej. W stopniu kapitana był komendantem Dworca Głównego w Poznaniu, a potem stał na czele III batalionu 73. pułku piechoty, z którym uczestniczył w trzecim powstaniu śląskim. Do 1928 roku służył w wojsku (choć oczywiście nie w marynarce), czynnie ze swoimi weteranami 4. kompanii marynarzy angażował się w upamiętnianie wydarzeń powstańczych.
Co roku 5 grudnia wspominane jest powstanie 4. kompanii marynarzy
W 1939 roku został wysiedlony do Generalnego Gubernatorstwa, gdzie pracował w rolnictwie, równocześnie angażując się w działalność konspiracyjną w Armii Krajowej. W 1945 roku wrócił do Psarskiego; zmarł tam cztery lata później.
Tablica pamięci
Udział marynarzy w Powstaniu Wielkopolskim został w Poznaniu upamiętniony w grudniu 1938 roku tablicą pamiątkową zainstalowaną na budynku przy ulicy Wrocławskiej, w którym w 1918 roku była kawiarnia Zielona. Rok później ją zdjęto i przekazano do Muzeum Narodowego w Poznaniu. Tablica powróciła na swoje miejsce w grudniu 1993 roku. Dziś jest to jedno z miejsc upamiętnienia wydarzeń powstańczych podczas kolejnych, grudniowych obchodów rocznicowych. Co roku 5 grudnia wspominane jest powstanie 4. kompanii marynarzy.
Poznański Klub Ligi Obrony Kraju nosi imię Adama Białoszyńskiego, podobnie jak ulice w Poznaniu, Kiekrzu i w Lusowie. W stolicy Wielkopolski działa też Koło Marynarzy Powstańców Wielkopolskich, zrzeszające rodziny powstańców w granatowych mundurach.
Autor: MAREK REZLER