Powstańcza legenda

Obraz walk ulicznych w Poznaniu, zwłaszcza w pobliżu gmachu Prezydium Policji, został utrwalony m.in. w cyklu bardzo niegdyś popularnych, barwnych pocztówek Leona Prauzińskiego.

Jak to było ze szturmem na gmach Prezydium Policji w Poznaniu?

Na budynku dawnej „Arkadii” przy placu Wolności, od strony ulicy Ratajczaka widnieje tablica informująca o patronie: „Franciszek Ratajczak (1887-1918) urodził się w Śniatach k. Wielichowa. Pracował jako cieśla górniczy w Westfalii. W 1918 r. przybył do Poznania i dowodził plutonem Służby Straży i Bezpieczeństwa. Został śmiertelnie ranny 27 XII podczas szturmu na gmach Prezydium Policji. Jako pierwszy poległy stał się symbolem powstania. Spoczywa na cmentarzu Górczyńskim”. Nie wszystko tutaj jest zgodne z rzeczywistością. Ale największym błędem jest przypomnienie szturmu na gmach Prezydium Policji w Poznaniu. Szturmu, o którym wiadomo już od lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku, że tego wydarzenia… nie było.

Kto zaczął?

Legenda szturmu na gmach Prezydium Policji wieczorem 27 grudnia 1918 roku powstała niemal natychmiast po wybuchu powstania, była dziełem kilku autorów. Ciekawe, że większość ówczesnych źródeł wspomina o silnej obustronnej strzelaninie, a nie o szturmie żołnierzy polskich. A jednak ta właśnie dynamiczna wersja została skwapliwie podchwycona i przeszła do powszechnej legendy. W rezultacie mało kto odważył się z nią polemizować. Jak wiadomo, o rzeczach oczywistych się nie dyskutuje…

Zaczął Karol Rzepecki w opublikowanym w 1919 roku opracowaniu „Powstanie grudniowe w Wielkopolsce 27 XII 1918 r.”. Są tam opisane wieczorne wydarzenia pod gmachem Prezydium, m.in. izolowanie budynku i atak kompanii Służby Straży i Bezpieczeństwa dowodzonej przez Edmunda Krausego. Udało się jedynie kompanii Krausego, lecz w nieudanym szturmie zginął Franciszek Ratajczak. Z obu stron ogień szedł gęsty. Wreszcie pod budynek przybyli Stanisław Myrius-Rybka i Julian Lange (komendant Straży Ludowej) z dwoma szeregowymi żołnierzami. Ta delegacja weszła do wnętrza budynku i rozpoczęła pertraktacje z Niemcami. Ostatecznie załoga niemiecka opuściła budynek i wróciła do koszar, zostawiając jedynie broń maszynową.

Niewiele nowości jest w opublikowanej cztery lata później zmienionej wersji relacji Rzepeckiego: „Oswobodzenie Poznania 27.12.1918 – 5.1.1919”. Obydwie relacje Karola Rzepeckiego przez kilka kolejnych dziesięcioleci były podstawowym, a zarazem najobszerniejszym źródłem informacji o wieczornych wydarzeniach 27 grudnia w Poznaniu.

Druga w kolejności jest nieco megalomańska i samochwalcza relacja Stanisława Myriusa-Rybki, zawarta w pamiętniku „Zerwane pęta”, wydanym też w 1919 roku. Autor kreuje się w nim na dowódcę szturmu – co także podkreślił w nakręconym po kilku latach dokumentalnym filmie „Odrodzona Polska”. W podobny sposób temat został przedstawiony przez S. Rybkę w 1928 roku w okolicznościowej publikacji „Tajemnica 27 Grudnia. Dziesiąta rocznica Powstania Wielkopolskiego”.

Utrwalony obraz

W podobnym duchu wypowiadają się w swych relacjach Władysław Zakrzewski i Antoni Szymański. Tromtadracko wydarzenia pod gmachem opisywał Stanisław Nogaj, który nawet zasugerował, że F. Ratajczak był nietrzeźwy w czasie walk o budynek. Opowieści o niesłychanie ciężkich i krwawych walkach w centrum Poznania pojawiały się w wielu relacjach i wspomnieniach powstańców; w 1934 roku ponad... 20 tysięcy osób zabiegało o zweryfikowanie ich udziału w grudniowych walkach o Poznań, większość z nich właśnie o gmach Prezydium. Pomińmy już fakt, że do połowy stycznia 1919 roku w całej Wielkopolsce wszystkich powstańców było nie więcej niż kilkanaście tysięcy, taka liczba nawet nie zmieściłaby się na przylegających do Prezydium Policji ulicach Poznania! Generał Stanisław Taczak, uczestnik prac komisji weryfikacyjnej i prezes Towarzystwa Uczestników Powstań Narodowych, był więc w pełni świadomy mistyfikacji.

Obraz walk ulicznych w Poznaniu, zwłaszcza w pobliżu gmachu Prezydium Policji, ze szczególną siłą utrwalił się w dziełach artystów, którzy sporą część swych prac poświęcili Powstaniu Wielkopolskiemu: Leona Wróblewskiego i Leona Prauzińskiego. Cykl bardzo niegdyś popularnych, barwnych pocztówek Prauzińskiego też zawiera szereg akcentów dyskusyjnych. Jednak szczególnie utrwalił się w pamięci bardzo dynamiczny rysunek z książki Józefa Kisielewskiego „Ziemia gromadzi prochy”, przedstawiający Franciszka Ratajczaka w pozycji 3/4 od przodu, w pełnej postaci, z granatem w ręku, odchylonego do tyłu pod uderzeniem niemieckiej kuli. Taka wizja wspaniale odpowiadała wyobrażeniom o tym, co stało się na ulicach Poznania wieczorem 27 grudnia 1918 roku.

Naturalne jest więc pytanie: Co naprawdę wydarzyło się wieczorem 27 grudnia 1918 roku w tej części Poznania? W przypadku wydarzeń przed gmachem Prezydium Policji wyłania się dość dokładny obraz

Legenda rozwijała się bez przeszkód. O szturmie pisze Benon Miśkiewicz jeszcze w opublikowanej w 1978 r. i wznowionej 10 lat później zbiorowej monografii powstania. Konsekwentnym zwolennikiem zorganizowanej i bardzo „frontowej” walki ulicznej w Poznaniu pozostał też Marian Olszewski.

Wydarzenia powstańcze są wdzięcznym tematem dla dzieł literackich. A jednak w powieści „Świt nad Wartą” Tadeusz Becela w usta młodego żołnierza-powstańca włożył tylko relację z gęstej strzelaniny pod Prezydium Policji, nie wspominając o szturmie. Natomiast Arkady Fiedler w swej autobiograficznej opowieści „Mój ojciec i dęby” w zasadzie powtórzył relację Rybki i Rzepeckiego, jedynie podkreślając bardzo niezdarne prowadzenie przez nich pertraktacji z komendantem załogi niemieckiej. Sam znalazł się w środku przypadkowo, udzielając – jako doraźny sanitariusz – pomocy rannemu żołnierzowi z załogi. Również Ryszard Zieliński w wydanej w 1968 roku zbeletryzowanej opowieści o powstaniu powtórzył relację K. Rzepeckiego.

Młody strzela

Było tak do początku lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku, gdy w kręgach osób współpracujących z prof. Zdzisławem Grotem pojawiła się koncepcja organizowania raz w roku ogólnopolskich seminariów historyków Powstania Wielkopolskiego. Prace przygotowawcze związane z rozpoczęciem cyklu, badania zasobów archiwów i bibliotek pozwoliły wtedy dotrzeć do materiałów dotąd niewykorzystanych, pominiętych lub znanych tylko pobieżnie. Wtedy też zwrócono uwagę na opracowanie Zygmunta Wieliczki „Na pożegnanie. Uwagi, uzupełnienia i poprawki do historiografii powstania wielkopolskiego 1918-1919”, wydane przez sędziwego autora w São Paulo w 1971 roku i rozesłane do wszystkich większych bibliotek Poznania. Autor zacytował wtedy dopiero co wydane w Marburgu wspomnienia porucznika Dietricha Vogta, oficera niemieckiego, który wieczorem 27 grudnia 1918 roku znajdował się w gmachu Prezydium Policji w Poznaniu, był też świadkiem, a przypuszczalnie i uczestnikiem walk o budynek.

Młodzi historycy podchwycili temat. Jak więc z tym szturmem naprawdę było? W Archiwum Państwowym w Poznaniu udało się dotrzeć do technicznej dokumentacji gmachu Prezydium Policji, przeanalizowano też zachowane fotografie i rysunki przedstawiające budynek, wraz z otoczeniem. Następnie dokonano analizy możliwości prowadzenia walki w tym rejonie miasta, przy realiach techniki wojskowej tamtych czasów oraz wyszkoleniu i uzbrojeniu obydwu stron walczących. Uważnie też zapoznano się z wszelkimi możliwymi wzmiankami o wydarzeniach w centrum Poznania w dniu wybuchu powstańczych walk. Okazało się, że w ówczesnych realiach czasu, miejsca, wyszkolenia i uzbrojenia obydwu stron, zdobycie budynku szturmem było niemożliwe.

Naturalne jest więc pytanie: Co naprawdę wydarzyło się wieczorem 27 grudnia 1918 roku w tej części Poznania? W przypadku wydarzeń przed gmachem Prezydium Policji wyłania się dość dokładny obraz.

Około godziny 17 w dniu 27 grudnia, w obliczu narastającego w mieście napięcia, szef policji pruskiej polecił wzmocnić załogę budynku kompanią (czyli fachowo mówiąc: baterią) żołnierzy z 20. pułku artylerii lekkiej. Spokojnie było do chwili, gdy spod Zamku Cesarskiego zaczęła przybywać kompania SSiB E. Krausego. Kolumna właśnie skręciła w prawo, z ul. Rycerskiej (Ratajczaka) ku Bazarowi, gdy młody żołnierz z obsługi niemieckiego karabinu maszynowego, stojącego przed wejściem do gmachu Prezydium Policji, nie wytrzymał psychicznie i długą serią ostrzelał polską kompanię od tyłu. Franciszek Ratajczak otrzymał kilka pocisków w plecy, później ciężko ranny został też A. Andrzejewski. Od tej chwili nastąpił impas. Dopiero około godziny 19 strzelanina wokół gmachu Prezydium rozgorzała od nowa. Nikt jednak budynku nie szturmował, lecz do środka weszło czterech naszych parlamentariuszy, którzy doprowadzili do opuszczenia gmachu przez niemiecką załogę. Budynek obsadził parytetowy narodowościowo oddział złożony z 48 żołnierzy (po 24 Niemców i Polaków). Jednak następnego dnia w tym gmachu przystąpiono do formowania polskiej policji państwowej, Niemców zaś o zdanie w tej sprawie nie pytano. Rządziły już prawa zwycięskiego powstania.

Bohater z tablicy

A Franciszek Ratajczak?

Przybył do Wielkopolski z grupą polskich konspiratorów z Westfalii, został przydzielony do kompanii SSiB, dowodzonej przez Edmunda Krausego. Do dziś dokładnie nie wiadomo, jakie stanowisko Ratajczakowi przydzielono. Przyjmuje się dość powszechnie, że był dowódcą plutonu, wiele jednak wskazuje na to, że był tylko szefem kompanii. Wieczorem 27 grudnia 1918 roku oddział został skierowany pod Bazar. Po drodze, we wspomnianym ostrzale, Franciszek Ratajczak został ciężko ranny i zmarł wkrótce potem w szpitalu garnizonowym przy dzisiejszej ulicy Kościuszki. W końcu grudnia 1918 roku na cmentarzu górczyńskim odbył się uroczysty pogrzeb kilku powstańców, poległych na ulicach Poznania, wśród nich obydwu żołnierzy z kompanii Krausego.

Jakiś czas później na gmachu Prezydium Policji odsłonięto najpierw drewnianą, potem wykonaną z brązu tablicę upamiętniającą Ratajczaka i Andrzejewskiego. W grudniu 1956 roku tablica – ponieważ gmach Prezydium wtedy już nie istniał – została odsłonięta na filarze podcieni na przekątnej skrzyżowania ulic F. Ratajczaka i 27 Grudnia. Franciszek Ratajczak jest dziś powszechnie uważany za pierwszego poległego, „autentycznego” powstańca wielkopolskiego, patronuje licznym szkołom i ulicom.

Po szeregu wyjaśniających publikacji profesor Antoni Czubiński w doskonałej książce „Powstanie wielkopolskie 1918-1919, geneza – charakter – znaczenie” (pierwszy raz wydanej w 1978 roku), ostatecznie zerwał z legendą szturmu na gmach Prezydium Policji w Poznaniu.

Od kilkudziesięciu już lat wiadomo, że ów szturm jest mitem, nigdzie już się nie pojawia. Z wyjątkiem tabliczki informacyjnej w centrum stolicy Wielkopolski…

Autor: MAREK REZLER

BIEŻĄCE WYDANIE

Luty 2024