Przy Zwierzynieckiej i na Malcie

Przy Zwierzynieckiej i na Malcie

Historia ogrodów zoologicznych w Poznaniu liczy sobie już 150 lat.

Kto z nas już jako dziecko nie był w zwierzyńcu albo w ogrodzie zoologicznym, nie próbował karmić czy głaskać ich mieszkańców? Kontakt z „braćmi mniejszymi” jest potrzebny nam wszystkim. Nie zaszkodzi też sobie uświadomić, że jesteśmy, tak jak oni, częścią przyrody. Stosunek do natury, do zwierząt, jest również miarą człowieczeństwa.

Zaczęło się od urodzin

Zwierzyńce, minihodowle, miejsca pokazywania ciekawych okazów istniały „od zawsze”. Na zwierzęta polowano, ale też je oglądano. Podziwiano je i wykorzystywano (jak w starożytnym Rzymie) do ponurych widowisk. Nieznane na co dzień zwierzęta zadziwiały, czasem przerażały, budziły grozę, ale i sympatię. Z czasem też powstawały prywatne zwierzyńce, które w miarę upływu lat przyjmowały formę ogrodów zoologicznych – działających dziś w wielkiej sieci ogólnoświatowej.

Podobnie było w Poznaniu, ale o utworzeniu ogrodu zoologicznego w stolicy Wielkopolski zadecydował przypadek. W 1871 roku w Poznaniu działała grupa kręglarzy, którzy spotykali się w restauracji dworcowej Kolei Stargardzko-Poznańskiej, na Jeżycach. Prezes koła obchodził akurat 50. urodziny, zatem koledzy postanowili przekazać mu nietypowe prezenty w postaci zwierząt – nie mogły to być jednak krowa, koń i pies. Wkrótce zgromadzono żywe: kurę, kaczkę, gęś, perliczkę, bażanta, pawia, barana, kozę, królika i wiewiórkę, a od zespołu wędrownych Cyganów, którzy akurat zawitali do Poznania, kupiono niedźwiedzia brunatnego i małpkę.

Obdarowany nie bardzo wiedział, co z tym darem zrobić, ostatecznie jednak postanowiono w ogrodzie restauracyjnym założyć zwierzyniec; z czasem menażeria była uzupełniania przez mieszkańców miasta. Utrzymanie zwierząt zapewniały środki z biletów wstępu i dobrowolne składki zwiedzających.

Lwy od podróżników

Z czasem rosnąca menażeria pochłaniała coraz większe kwoty. 24 lutego 1874 roku zostało zawiązane Towarzystwo Akcyjne Ogród Zoologiczny, początkowo jednak niezarejestrowane formalnie. Dopiero rok później powołano oficjalne, piętnastoosobowe Stowarzyszenie Ogród Zoologiczny (Verein Zoologischer Garten), w którego skład wchodziły osoby o różnym pochodzeniu narodowościowym. Wśród Polaków byli to m.in. Franciszek Chłapowski, Ludwik Frankiewicz i hrabia Wawrzyniec Benzelstjerna-Engeström. W 1877 roku obowiązywała już oficjalna nazwa Ogród Zoologiczny. W 1880 roku mieszkało w nim około 250 zwierząt, w tym 26 gatunków ssaków, 27 gatunków ptaków i 6 gatunków gadów (przede wszystkim żółwi).

W 1883 roku na czele ogrodu stanął Robert Jaeckel, który doprowadził do rozkwitu instytucji i jej rozbudowy. Z czasem wykupiono od kolei budynki dworca i restauracji i powiększono obszar ogrodu do ponad 5 hektarów. W 1900 roku w Zoo zamieszkiwało około 900 zwierząt z ponad 400 gatunków. Utrzymywano ścisły kontakt z ogrodami zoologicznymi we Wrocławiu i w Berlinie. Niektóre egzotyczne zwierzęta, np. lwy, były ofiarowywane ogrodowi przez podróżników.

W 1871 roku jako prezenty na 50. urodziny prezesa koła kręglarzy zgromadzono żywe: kurę, kaczkę, gęś, perliczkę, bażanta, pawia, barana, kozę, królika i wiewiórkę, a od zespołu wędrownych Cyganów, którzy akurat zawitali do Poznania, kupiono niedźwiedzia brunatnego i małpkę

Ogród chętnie odwiedzała publiczność, jako miejsce kształcącego odpoczynku i rozrywki – odbywały się tu również zabawy i koncerty. Było tak aż do schyłku I wojny światowej, gdy wielkie trudności gospodarcze i powołanie wielu mężczyzn z obsługi ogrodu do wojska ogromnie utrudniły możność należytej opieki nad zwierzętami.

Kinga i wilk z brązu

Pierwszym dyrektorem poznańskiego Zoo w okresie międzywojennym był Bolesław Cylkowski, który odrodził instytucję po trudnościach wojennych. Znacznie rozbudowano pawilony i sprowadzono wiele zwierząt egzotycznych. To wtedy przy ul. Zwierzynieckiej zamieszkały m.in. niedźwiedzie polarne, lwy morskie, a także żubry i koniki polskie: tarpany. Poznańskie Zoo odegrało ważną rolę zwłaszcza w ratowaniu żubra. Odbywały się tu również koncerty, przedstawienia, a Powszechna Wystawa Krajowa w 1929 roku zachęciła do odwiedzin w Zoo ponad 700 tysięcy zwiedzających. Dyrektorem placówki był wtedy Kazimierz Szczerkowski, który pozostał na swoim stanowisku aż do 1940 roku.

Po trudnym okresie wojennym (planowano wtedy przeniesienie ogrodu do parku Jana Kasprowicza) i walkach o miasto w 1945 roku zaszła potrzeba odbudowy całej instytucji, przy równoczesnej walce o zachowanie i tak bardzo przetrzebionego zwierzyńca, na który zwrócili uwagę dyrektorzy także innych „zoologów”, zwłaszcza z Wrocławia. Zaczęto modernizację pomieszczeń ogrodu – jednak ze świadomością konieczności jeśli nie przeniesienia, to budowy Nowego Zoo w Poznaniu. Przy ulicy Zwierzynieckiej lokatorom już było za ciasno, a warunki ich egzystowania zaczęły być niezgodne z wymogami czasu.

Remonty i rozbudowa trwały tam jednak na bieżąco. Z czasem powstały tam miejsca – symbole. W 1955 roku w poznańskim Zoo zamieszkała słonica Kinga, ulubienica publiczności. Charakterystycznym akcentem małej architektury do dziś jest pomnik lwa – de facto upamiętniający pierwszego dyrektora R. Jaeckla. Wiele pokoleń poznaniaków zapamiętało wykonaną z brązu figurę wilka i próbowało dosiąść monumentalnego, spiżowego konia; do teraz nie wiadomo, kto jest autorem tych znakomitych rzeźb. Dziś, mimo ograniczonej powierzchni i przekształcenia terenu Zoo przy ulicy Zwierzynieckiej w ogólnodostępny park, wciąż można tam spotkać popularne gatunki zwierząt i zajrzeć do lokalnego muzeum spełniającego ważne funkcje dydaktyczne.

Nowe po wieku

Tymczasem już w 1967 roku powołano Społeczny Komitet Budowy Nowego Zoo, które ostatecznie kilka lat później postanowiono zlokalizować we wschodniej części miasta, na Białej Górze.

Nowy ogród zoologiczny otwarto w setną rocznicę powstania starego Zoo przy ul. Zwierzynieckiej. Dziś zwiedzający odbędzie tam zoologiczną podróż przez świat. Na obszarze ponad 120 hektarów zaprezentowano faunę niemal wszystkich kontynentów. Jest tam obszerna słoniarnia, nieporównywalna z warunkami, jakie zwierzęta te miały w starym Zoo. Mamy także m.in. azyl dla niedźwiedzi, pawilony dla żyraf i nosorożców. Wiele pokazywanych gatunków dziś już jest na granicy wyginięcia.

Obecne poznańskie Zoo, kierowane przez Ewę Zgrabczyńską, prowadzi nowatorskie działania, a gdy zajdzie potrzeba, podejmuje akcje ratunkowe, jak w 2019 roku, gdy przejęto przeznaczony na zagładę transport tygrysów. Prowadzony jest też program odtwarzania populacji zwierząt w środowisku naturalnym; „bracia mniejsi” po odchowaniu wracają do swego środowiska, przyroda ich odzyskuje. W Forcie III, który jest na terenie Nowego Zoo, znajduje się jedno z miejsc zimowania nietoperzy w Poznaniu.

W 1992 roku poznański ogród zoologiczny został wpisany do Europejskiego Stowarzyszenia Ogrodów Zoologicznych (EAZA), choć w 2020 roku stał się członkiem tymczasowym. W 1999 roku ogród wszedł do grona Światowego Stowarzyszenia Ogrodów Zoologicznych i Akwariów (WAZA).

Obydwa ogrody zoologiczne cieszą się ogromnym powodzeniem i sympatią mieszkańców Poznania – i nie tylko. To miejsce edukacji i wypoczynku. Dzisiaj, chcąc poznać jak najwięcej zwierząt mieszkających w poznańskim Zoo, trzeba odwiedzić zarówno starą placówkę przy ulicy Zwierzynieckiej, jak i przejechać się na ulicę Krańcową. Obie części zresztą stanowią jedną całość organizacyjną i administracyjną. Jeszcze lepiej jest zrobić wyprawę kolejką „Maltanka”, która wciąż stanowi ogromną atrakcję szczególnie dla najmłodszych mieszkańców Poznania. Inna, parkowa kolejka kursuje po terenie Zoo, umożliwiając zwiedzanie często odległych miejsc.

Autor: MAREK REZLER

BIEŻĄCE WYDANIE

Wrzesień 2021